top of page

DDA w roli wiernego psa

Zaktualizowano: 26 maj 2023


Jedną z charakterystycznych cech DDA (wymienione tutaj: "Tryby" DDA (filomena.pl) ) jest obsesyjne wręcz poczucie lojalności, nawet wobec osób, które na to nie zasługują. Skąd się ono bierze i jakie ma konsekwencje w dorosłym życiu?


Wyobraź sobie psa, który jednego dnia dostaje pełną miskę jedzenia, jest głaskany, zadbany, zabierany na spacery, następnego dnia właściciel zapomina go nakarmić, a innym razem, kiedy pies cieszy się na widok swojego Pana i przychodzi do niego głodny dostaje kopniaka między żebra i słyszy: "Odejdź, zapchlony kundlu!"


Może dość drastyczna to metafora, ale do takiego traktowania często musiały przyzwyczaić się dzieci wyrastające w domu z problemem alkoholowym. Ich potrzeby były zaspokajane lub nie. Domagając się ich realizacji często natrafiały na złość, pretensje lub po prostu brak możliwości ich zrealizowania na skutek stanu w jakim znajdowały się osoby za ich realizację odpowiedzialne. Niemniej jednak od czasu do czasu bywały lepsze dni i udawało się zaspokoić "głód" choć na chwilę, co dawało złudną nadzieję, że jest to jednak na dłuższą metę możliwe, więc wiernie czekały na kolejny lepszy dzień...


Lojalność zarówno psa wobec swojego agresywnego właściciela, jak i dzieci wobec dysfunkcyjnych rodziców jest porównywalna. Wynika m.in. z władzy jaką w jednym i drugim przypadku posiada osoba stosująca przemoc oraz niemożliwości decydowania o sobie i samodzielnego funkcjonowania ofiary. Niestety kształtowana w ten sposób (często przez wiele lat) toksyczna lojalność rzutuje na całe życie. Dziecko z alkoholowego domu wyrasta na "wiernego psa" lojalnego i posłusznego nawet (a wręcz zwłaszcza) wobec osób, które na tą lojalność nie zasługują. W dzieciństwie skazany na swoich często agresywnych lub po prostu emocjonalnie niedostępnych rodziców mały człowiek nie mając innego doświadczenia nabiera powoli przekonania, że takie zachowanie jest normalne. Jest przy tym bezbronny, skazany na łaskę (lub niełaskę) swoich opiekunów, nie ma żadnej alternatywy, żadnej możliwości ucieczki lub zmiany. Jedyne co może zrobić to przetrwać i w ramach tej walki o przetrwanie dostosowuje swoje zachowanie do toksycznej sytuacji, wypracowując różnego rodzaju mechanizmy obronne, które na tym etapie są potrzebne, bo to przetrwanie umożliwiają. Stara się zatem nie narażać, nie sprawiać problemów, niczego nie oczekiwać, nie okazywać emocji, wszystko akceptować i znosić (najprawdopodobniej to samo powtórzy w dorosłym życiu). Podstawowe potrzeby, niezbędne do prawidłowego emocjonalnego rozwoju nie są realizowane, lub są realizowane w niewystarczającym stopniu. Co za tym idzie, dziecko takie wyrasta w przekonaniu, że jego potrzeby nie są ważne, że na ich realizację musi zasłużyć, a nawet że może być karane za to, że domaga się ich realizacji. Konsekwencją tego jest oczywiście rezygnacja z tych potrzeb i ciągnący się często całe życie niezaspokojony, narastający "głód", który od czasu do czasu, kiedy staje się już nie do zniesienia, osoby te próbują zaspokoić w dorosłym życiu. Najczęściej jednak ten głód urósł już do takich rozmiarów, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie, a podejmowane od czasu do czasu nieudane, desperackie próby zaspokojenia go kończą się porażką, depresją lub inną chorobą psychosomatyczną.

Bardzo często osoby, które wykształciły w sobie ten rodzaj toksycznej lojalności nieświadomie dążą do powtarzania w kółko tego samego scenariusza, który znają z dzieciństwa. Żeby było to możliwe najczęściej również nieświadomie otaczają się osobami, które naturalnie im to umożliwią, lub same tak aranżują relacje i sytuacje, że w pewnym sensie (również nieświadomie) wręcz "wpychają" osoby dookoła w role, które będą stwarzały możliwość zrealizowania potrzeby obsesyjnej, nieuzasadnionej lojalności. Budują w związku z tym pozbawione równowagi relacje z innymi ludźmi. W pracy są to najczęściej osoby, które mają więcej obowiązków i zadań niż ich koledzy na tym samym stanowisku, częściej zostają po godzinach, pozwalają na przekraczanie granic, mobbing i różnego rodzaju nadużycia. Niekoniecznie dlatego, że wszyscy dookoła są podli, nieuczciwi i chcą ich wykorzystać. Czasem wręcz sami w pewnym sensie się o to proszą np. pozwalając współpracownikom i przełożonym na coraz więcej, okazując, że są gotowi podjąć się zadań, których nikt nie ma ochoty się podjąć, zgłaszając się na ochotnika do projektów, wymagających więcej pracy niż inne. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku bliskich relacji. Najczęściej osoby nadmiernie lojalne z syndromem ofiary nieświadomie przyciągają osoby o skłonnościach przemocowych lub wręcz psychopatycznych, ale zdarza się też tak, że w pewien sposób nieświadomie prowokują swoich partnerów do agresywnych zachowań. Toksyczna lojalność zawsze idzie w parze m.in. z brakiem umiejętności stawiania granic, z niską samooceną i poczuciem silnej zależności od innych. Dokładając do tego cały wachlarz innych cech typowych dla DDA (o których szczegółowo opowiem w osobnych postach), które współistnieją, osoba taka może uczynić ze swojego życia prawdziwe piekło i mieć przy tym poczucie tak paraliżującej bezradności, że naprawdę jest głęboko przekonana, że nic nie może zrobić, bo znalazła się w sytuacji bez wyjścia.


I tu nasuwa mi się porównanie do cyrkowego słonia, którego tresuje się przywiązując mu nogę do ogromnego drzewa. Przez jakiś czas dziki słoń próbuje się oswobodzić, z czasem jednak widząc, że nie daje to efektów rezygnuje z prób odzyskania wolności. Wtedy wystarczy założyć mu sznurek na nogę i przywiązać nawet do gałęzi krzewu lub w ogóle nie przywiązywać. Słoń jest przekonany, że mając sznurek na nodze nie może uciec, więc nie próbuje tego robić. Tak samo błędne i zniekształcone jest rozumowanie dorosłego dziecka alkoholika nadmiernie lojalnego wobec toksycznego otoczenia. Wydaje mu się, że nic nie może zrobić, nie da rady uciec, sam sobie nie poradzi, zasłużył na takie traktowanie, wciąż za mało się stara, itd... to są właśnie podszepty wewnętrznego sabotażysty, o którym pisałam w jednym z poprzednich tekstów. Dorosły człowiek w przeciwieństwie do tego z dzieciństwa przede wszystkim (choć często trudno w to z początku uwierzyć) nie jest już skazany na osoby, które go wykorzystują lub traktują źle, ma możliwość zmiany, ucieczki, nie jest bezbronny, może stawiać granice i domagać się ich respektowania, nie musi pozostawać w toksycznych relacjach. To wydaje się proste i oczywiste, ale w praktyce wcale takie nie jest, bo tak jak słoń nie widzi, że sznurek nie jest już przywiązany do drzewa, tak dorosłe dzieci alkoholików nie potrafią postrzegać siebie jako osoby niezależne, zasługujące na miłość i szacunek, mogące decydować o sobie, realizować swoje potrzeby i kończyć toksyczne relacje. Jednak to, że nie nauczyły się tego w dzieciństwie nie znaczy, że nie mogą tych braków nadrobić.


Oczywiście uświadomienie sobie tego wszystkiego, swojego sposobu rozumowania, postrzegania siebie, otaczającej nas rzeczywistości i odniesienie tego do doświadczeń z destrukcyjnego dzieciństwa to dopiero pierwszy krok i niestety nie jest on wystarczający, do tego, żeby coś się zmieniło. To jest niestety ten łatwiejszy etap rozwoju. O wiele trudniejsze jest zastosowanie tej wiedzy w praktyce. Właśnie dlatego terapia czasem trwa latami, w tym czasie popełniamy te same błędy, myślimy, że już mamy coś za sobą, a te same destrukcyjne mechanizmy dopadają nas po latach, tylko w nowych odsłonach, innych okolicznościach i rolach. Czasem samo przerwanie toksycznego sposobu funkcjonowania, wyjście z tej lojalności i roli ofiary jest trudne, wymaga czasu i podjęcia po drodze wielu nieudanych prób. Osoby z tzw. syndromem DDA pozostające w toksycznych relacjach bardzo często mimo uświadomienia sobie wszelkich tego przyczyn i konsekwencji mają problem z jej zakończeniem, a nawet jak udaje im się to zrobić np. zmieniając pracę lub odchodząc od toksycznego partnera lub partnerki, w pewien patologiczny sposób tęsknią za starym życiem i bardzo łatwo nakłonić je do powrotu do tego, co było. Silne uzależnienie od pozostawania przez wiele lat w tej roli nie jest łatwe do pokonania i może zająć trochę czasu. Takie osoby często trwają w relacjach, które są destrukcyjne, a wręcz nie dopuszczają do ich zakończenia i robią wszystko, żeby je utrzymać. Toksyczne osoby oczywiście najczęściej wykorzystują tą sytuację lub po prostu same już automatycznie i nieświadomie odgrywają swoją rolę, dalej stosując różnego rodzaju przemoc, manipulacje, szantaż, przekraczając granice, stopniowo posuwając się w tym coraz dalej. Czasem musi dojść do jakiejś tragedii, żeby przełamać ten impas, podjąć decyzję o prawdziwej zmianie i rzetelnie się za nią zabrać.


Jeśli jesteś uwikłany/uwikłana w toksyczną relację na skutek swojej obsesyjnej lojalności wykształconej w dysfunkcyjnym domu w dzieciństwie to znowu wyobraź sobie psa... Wyobraź sobie psa, trzęsącego się, głodnego psa, który chodzi dookoła domu z podkulonym ogonem i czeka aż jego właściciel wyjdzie i go nakarmi mimo, że już wiele razy dostał kopniaka w żebra. Od czasu do czasu nieśmiało próbuje zaszczekać lub zaskomleć, ale wtedy drzwi otwiera właściciel i znowu krzyczy "Zjeżdżaj stąd, zapchlony kundlu!" rzucając w niego kamieniem. Żal Ci tego psa? Masz ochotę go uratować? To wyobraź sobie, że w swoim życiu, będąc w toksycznej relacji, bez względu na to, czy to jest relacja bliska, czy zawodowa Ty jesteś takim psem i nawet jeśli od czasu do czasu ten ktoś wyjdzie i rzuci Ci jakieś ochłapy, to jeśli skrzywdził Cię już wiele razy, niemalże na pewno będzie to robił dalej. Nie musisz już być zapchlonym kundlem, którego inni mogą kopać, głodzić i źle traktować. Tak jak ten pies zasługujesz na szacunek, ale w przeciwieństwie do niego nie jesteś niczyją własnością i masz prawo wybierać z kim budujesz relacje. Jeśli te relacje są toksyczne, to masz prawo próbować je zmienić, a jeśli to okaże się niemożliwe, to kończyć takie relacje, wbrew swojej obsesyjnej lojalności, która głosem wewnętrznego sabotażysty próbuje nakłonić Cię do trwania nadal w tym piekle. Zmierz się z tym sabotażystą, okiełznaj go i uczyń z niego swojego sojusznika, który w przyszłości jeśli znajdziesz się w podobnych sytuacjach zamiast szeptać: "nie poradzisz sobie", "zasłużyłeś na to", "nie uda Ci się", "nie zasługujesz na lepsze życie", "i tak wszyscy są tacy i za chwilę znowu będziesz w kolejnym toksycznym związku" itd. zacznie szeptać: "nie pozwól się źle traktować", "szanuj siebie i swoje granice", "zasługujesz na miłość i szacunek", "masz prawo do swoich potrzeb", "możesz poczuć się szczęśliwy, spełniony i bezpieczny", "możesz o sobie decydować", "zadbaj o siebie i uciekaj!"


O wewnętrznym sabotażyście i wewnętrznym sojuszniku pisałam tu:


Na zdjęciu rzeźba "Abondoned dog" autorstwa Tanyi Russell







339 wyświetleń

댓글


bottom of page